Tekst i zdjęcia: Sebastian Fijak
Są takie miejsca, gdzie w sposób namacalny możemy dotknąć przeszłości. Nie historii, będącej tylko jej retrospekcją, lecz tak po prostu – tego, co było, a już nie istnieje.
Ilekroć idę pośród wojennych cmentarzy, zarysów fundamentów porosłych przeszło 60-letnim lasem, czuję się jak Alicja przechodząca przez zwierciadło do innego świata. Nieistniejącego, krzyczącego swoimi materialnymi resztkami.
To właśnie Beskid Niski – taki mały, a taki wielki. W Polsce ledwo ocierający się o magiczne 1000 m n.p.m. (Lackowa – „góra policyjna” – 997 m n.p.m.), przypomina bardziej jakieś pogórza niż swoich beskidzkich braci. Wracam do niego praktycznie zawsze – po każdych wędrówkach i podróżach. Miejsc wartych odwiedzenia jest tu bez liku.
Cmentarze na peryferiach Austro-Węgier
Choć nie ma to być przewodnik po miastach, trudno w całej niezwykłości tego miejsca zapomnieć o tym, co wokoło. Gorlice, Jasło i Krosno (choć te dwa ostatnie nie leżą w granicach opisywanego rejonu) są tymi najważniejszymi miejscowościami dla wędrowca, który chce pogrążyć się w zielonym przestworze Beskidu Niskiego. Zanim jednak to zrobimy, warto, by każdy z nas poczuł klimat dawnego galicyjskiego miasteczka. Mimo lat zmian i wojen przetaczających się przez te obszary jak walec, pozostał w nich pierwiastek leniwie żyjącej mieściny z peryferii Austro-Węgier. Choć nie ma już miłościwie nam panującego cesarza ani licznych zabytków, warto przez chwilę przystanąć w tych niezwykłych miejscach. Nie ma wszak nic przyjemniejszego jak kufel piwa na pięknym ryneczku w Krośnie czy spacer śladami odkrywcy czarnego złota, Ignacego Łukasiewicza, po wąskich uliczkach Gorlic, gdy wie się, że to w tym miejscu narodził się wynalazek dający bajeczne fortuny arabskim szejkom.
Na początek proponuję ruszyć niebieskim szlakiem. Opuszczamy Gorlice, które w XIX wieku były kolebką przemysłu naftowego, i coraz bardziej oddalamy się od większych skupisk ludzkich. Jeszcze tylko przesiąknięty wonią wiekowego drzewa kościółek w Sękowej i dajemy się osaczyć coraz gęstszemu bukowemu lasowi. Po chwili połogie zbocza doprowadzą nas do niezauważalnej przełęczy. Ostrzejszym zboczem dochodzimy do jednego z ciekawszych miejsc na trasie. Po chwili marszu zaczynamy się poruszać wśród dziwnych rowów i wałów ziemnych. Tajemnice ich powstania wyjaśni nam cmentarz z Wielkiej Wojny na Magurze Małastowskiej – jeden z setek takich w tym rejonie. Zbudowano go po gigantycznej operacji gorlickiej, a te dziwne budowle to nic innego jak okopy, w których przyszło zginąć wielu walczącym żołnierzom. Niesamowitym uczuciem jest patrzeć na miejsce, które jest skrawkiem jednej z największych historii tego świata.
(…)
Więcej czytaj w numerze „n.p.m.”

